ZWIERZĘTA W NATURALNYM ŚRODOWISKU

Dzisiaj na blogu temat jakiego jeszcze nie było, a jeśli się pojawił to tylko w niewielkiej formie. Będzie bowiem o zwierzętach. Jednak nie o tych, które możemy oglądać w licznych ogrodach zoologicznych. To nie jest żadna przyjemność patrzeć na często męczące się zwierzaki w niewielkich klatkach. Tym razem chcemy Wam opowiedzieć o gatunkach, które udało nam się zaobserwować "na dziko". Ostatnio rozmawiając między sobą doszliśmy do wniosku, że trochę się ich już nazbierało. Wybraliśmy więc 5 najciekawszych i tak oto powstał ten post. Zapraszamy! 



1. WIELORYBY NA ISLANDII

Obserwacja wielorybów w ich naturalnym środowisku była jednym z naszych podróżnych marzeń. Wyobrażaliśmy sobie to jako gigantyczne przeżycie, które w naszej pamięci może zostać na bardzo długo. Marzenie to udało nam się spełnić na Islandii, i co tu dużo mówić, to chyba jedno z największych przeżyć jakie doświadczyliśmy do tej pory w życiu. Na obserwację wielorybów wybraliśmy się z przeuroczej wioski Hauganes, położonej na północy Islandii. Wystarczyła tylko chwila po wypłynięciu z małego portu i już zobaczyliśmy pierwsze z nich. Były jednak dosyć daleko od nas, ale widzieliśmy ich gigantyczne ogony. Dookoła nas było ich mnóstwo, ale żaden nie chciał pokazać się z bliska. Do czasu... Gdy wydawało się, że będziemy musieli zadowolić się widokiem wielorybów z oddali jeden z wielkich humbaków przepłynął dosłownie tuż obok nas. Na kutrze, na którym oprócz nas było jeszcze 8 osób, najpierw zapadła cisza, a następnie głośny okrzyk "wow", trwający dobrych kilka sekund. Aż ciarki przeszły po plecach. Do dzisiaj aż nie chce się wierzyć, że naprawdę to przeżyliśmy, że widzieliśmy je na własne oczy i to jeszcze z tak bliska. Jeśli chcecie dowiedzieć się w jaki sposób zarezerwować sobie taki rejs, to zajrzyjcie tutaj









2. MAŁPY NA GIBRALTARZE

To dopiero była historia. Jak wiadomo jedną z większych atrakcji na Gibraltarze są małpy,  a konkretnie magoty gibraltarskie. Skąd się one wzięły? Teorii na ten temat jest co najmniej kilka. Jedna mówi, że przywieźli je Brytyjczycy w XVII, inna z kolei, że były tu obecne nawet za panowania Maurów. Jak jest naprawdę? Tego nie wiemy, ale wiadomo, że z małpami wiąże się pewna legenda. Otóż głosi ona, że tak długo jak magoty będą na Gibraltarze, tak długo Gibraltar będzie znajdować się w rękach Brytyjczyków. 




Magoty są niewątpliwie wizytówką Gibraltaru, ale trzeba na nie uważać. Są bardzo sprytne, zwinne i tak bardzo przyzwyczajone do ludzi, że niczego sobie nie robią z ich obecności. Nie dość, że wskakują na samochody i siadają na lusterkach, to potrafią nawet wejść do środka. Dlatego należy koniecznie zamykać okna. Trzeba też pilnować całego swojego dobytku. Małpy potrafią ukraść nam dosłownie wszystko. Czapeczki z daszkiem, okulary, paczkę z chrupkami czy lody. Co ważne, jak już nam coś zabiorą, to z pewnością nie oddadzą. Co istotne nie wolno ich w żadnym wypadku dokarmiać. Jest  to surowo zakazane, nawet pod karą grzywny. Jeśli więc nie będziecie ich denerwować, to z pewnością chwile spędzone z magotami zapamiętacie, tak jak my, na długo. 




3. ALIGATORY NA FLORYDZIE

Aligatory i Floryda to związek praktycznie idealny. Nie ma się co dziwić, ten amerykański stan to wielkie połacie bagnistych terenów, które jednak po części zostały osuszone przez człowieka. Jest natomiast wiele miejsc, w których spotkanie z aligatorem nie należy do rzadkości. Jednym z nich jest utworzony w 1947 roku Park Narodowy Everglades, znajdujący się około 70 kilometrów od centrum Miami. To właśnie tutaj po raz pierwszy widzieliśmy na własne oczy dziko żyjące aligatory. Jedną z możliwości zwiedzania Parku Narodowego jest rejs łodzią, w czasie którego w zasadzie nie ma możliwości by nie spotkać tych gadów. W czasie naszego drugiego pobytu na Florydzie ponownie natknęliśmy się na aligatory. Tym razem poszczęściło nam się nad jeziorem Okeechobee. Tutaj jak się okazuje żyją one chyba w większej symbiozie z człowiekiem, bowiem wokół zauważyliśmy sporą ilość między innymi klubów dla surferów. Zresztą na Florydzie gdzie się nie ruszyć wszędzie stoją znaki mówiące o aligatorach. Natknąć się można na nie (na znaki) choćby na osiedlach czy na basenach, a mówią one o tym, by nie pływać i nie dokarmiać tych zwierząt. 







4. MANATY NA FLORYDZIE

Podobno jeśli zobaczy się manata na wolności można uznać się za szczęściarza. To gatunek wędrowny, który dość trudno wytropić, a co więcej dzisiaj jest nawet zagrożony wyginięciem. Jego największym wrogiem jest oczywiście człowiek, ale wielkie niebezpieczeństwo manatom sprawiają też motorówki. My możemy się po cichu uznać za farciarzy, bowiem spotkanie "oko w oko" z manatami mamy zaliczone ;) Co więcej Monia nawet dwukrotnie. Za pierwszym razem udało jej się wypatrzeć to zwierzę przy plaży w Pompano Beach. Z kolei za drugim już wspólnie poszczęściło nam się w Parku Stanowym Lovers Key, na wyspie Estero (zachodni brzeg Florydy). Choć może się to wydawać śmieszne, to manaty są bardzo podobne do dużych głazów i przez to dość łatwo jest ich nie zauważyć. Jednak kiedy już się je dostrzeże, to radość jest niewyobrażalna. Wpatrywaliśmy się w nie jak zahipnotyzowani, podziwiając ich masywne grzbiety i małe słodkie noski, które co jakiś czas manaty wystawiały ponad powierzchnię wody. Szczerze, z tymi zwierzakami chyba nie da się nie zaprzyjaźnić :) 







5. MASKONURY NA ISLANDII

Dzisiejszy post rozpoczęliśmy na Islandii i na Islandii skończymy. Tym razem przeniesiemy Was na najdalej na zachód wysunięty kraniec Europy, czyli na klify Látrabjarg. Są one nazywane domem wielu ptaków, bowiem to największe miejsce lęgowe na Starym Kontynencie. To tutaj, w tej wietrznej krainie, malowniczo porośniętej zieloną trawą udało nam się wypatrzeć maskonury! Zresztą taki był nasz cel wyjazdu na Látrabjarg. Nie chcieliśmy wracać z Islandii bez zobaczenia choćby jednego maskonura. Na szczęście udało się, choć już prawie straciliśmy nadzieję. Szukaliśmy ich wszędzie, a one spokojnie siedziały sobie na półkach skalnych i aż prosiły się by na nie patrzeć. Białe brzuszki, czarne skrzydła, ogon i grzbiet oraz wielobarwne dzioby, to znaki szczególne maskonurów. Pięknych maskonurów, bo to naprawdę śliczne i wręcz słodkie ptaki. Cały czas prężyły się na skałach i jakby chciały powiedzieć: "no dalej, zrób nam zdjęcie". Naprawdę urocze przeżycie, bo już na długo przed wyjazdem powtarzaliśmy, że jeśli uda nam się zobaczyć choć jednego, to będziemy szczęśliwi. 



 



Oglądanie zwierząt w ich naturalnym środowisku to naprawdę duża przyjemność, przeżycie i niewątpliwie świetna lekcja życia. To też jedno z naszych podróżniczych marzeń jakie bardzo chcielibyśmy realizować. Na naszej liście jest bowiem zobaczenie "na żywo" afrykańskiej Wielkiej Piątki. O innych marzeniach możecie z kolei przeczytać tutaj. A Wam udało się kiedyś zobaczyć jakieś zwierzęta "na dziko"? Dajcie znać :) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: TUREK

POZNAŃ ZA PÓŁ CENY

TOP 6 WODOSPADÓW ISLANDII

KAPONIERA KOLEJOWA - ZWIEDZANIE

5 POWODÓW, DLA KTÓRYCH ZAŁOŻYLIŚMY BLOGA

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: LESZNO

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: LAZUROWE JEZIORO

TOP 25 PODRÓŻNICZYCH MARZEŃ, KTÓRE CHCEMY SPEŁNIĆ W ŻYCIU

ISLANDIA - INFORMACJE PRAKTYCZNE

PROSTE PORADY JAK SPAKOWAĆ SIĘ W BAGAŻ PODRĘCZNY