KORONA GÓR POLSKI: ŁYSICA, TARNICA, BABIA GÓRA

"W górach jest wszystko co kocham" pisał Jerzy Harasymowicz. My zgadzamy się z tymi słowami, dlatego wracamy do Was po dłuższej przerwie z kolejnymi relacjami ze zdobywania Korony Gór Polski. Uznaliśmy, że Rysy opiszemy Wam w osobnym poście, gdyż nie są porównywalne z żadnym pozostałym szczytem. Zatem tym razem zapraszamy na mieszankę wybuchową. 3 szczyty, w 3 pięknych parkach narodowych, a w tym najniższy należący do KGP, najwyższy pozatatrzański w naszym kraju, a także najdalszy dla nas, choć jeden z najpiękniejszych - bieszczadzki. Zaczynamy!



1. ŁYSICA

Szczytem, którego zapewne nie zdobylibyśmy tak szybko, gdyby nie Korona Gór Polski, jest Łysica. Nie dość, że to najniższy szczyt w całym zestawieniu, to jeszcze zlokalizowany w takim miejscu na mapie, do którego nigdy nam nie było po drodze. Właśnie dlatego projekt ten jest dla nas tak bardzo wartościowy. Motywuje, by odwiedzić nieznane nam punkty w Polsce. Wędrówkę zaczynamy w miejscowości Święta Katarzyna, gdzie zostawiliśmy auto na parkingu przy klasztorze Sióstr Bernardynek. Łysica znajduje się w Świętokrzyskim Parku Narodowym (przeczytacie o nim TUTAJ), dlatego kierujemy się najpierw w stronę kasy biletowej. Po uiszczeniu opłaty (8 złotych bilet normalny, 4 złote bilet ulgowy) ruszamy wzdłuż czerwonych oznaczeń. Celowo wybraliśmy chyba najbardziej popularny szlak, gdyż umożliwia on zobaczenie innych atrakcji parku. Co więcej, jest to fragment Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.




Tuż za wejściem skręcamy na chwilę w lewo, by zobaczyć Miejsce Pamięci Narodowej, a mianowicie mogiłę zamordowanych mieszkańców Świętej Katarzyny. Po chwili zadumy wracamy na szlak. 



Kilka kroków dalej czeka na nas kolejna niesamowita atrakcja - kapliczka oraz źródełko Św. Franciszka. Jest on patronem między innymi niewidomych i być może dlatego miejscowi wierzą, że woda ze źródła leczy choroby oczu. Co więcej, nigdy nie zamarza, także zawsze można jej spróbować.




Dalej szlak prowadzi dość stromo pod górę. Na odcinku 2 kilometrów musimy pokonać ponad 250 metrów przewyższenia. Droga jest bardzo kamienista, dlatego trzeba być czujnym i patrzeć pod nogi, gdyż o potknięcie nie trudno. Nic zresztą dziwnego, ponieważ Świętokrzyski Park Narodowy słynie z gołoborzy, czyli rumowisk skalnych, czy po prostu stoków pokrytych głazami. Wiąże się z tym również ciekawa legenda. Żyły tu niegdyś dwie siostry. Jedna z nich chciała przejąć pełnię władzy i mieć zamek dla siebie. Pewnego dnia rozpętała się straszna burza, a piorun uderzył prosto w budowlę, która rozpadła się i pogrzebała złą siostrę wraz z jej narzeczonym. Druga kobieta, gdy to ujrzała zalała się łzami, które utworzyły źródełko u podnóża góry. Ruiny zamku uformowały natomiast gołoborze. Co więcej, ponoć na Łysicy odbywały się sabaty czarownic!



Wejście na szczyt zwykle zajmuje około 45-60 minut. My jednak byliśmy z Marysią, która po raz pierwszy próbowała swoich sił na górskich szlakach, więc cel osiągnęliśmy po godzinie i kwadransie. Na górze, oprócz dość sporej ilości turystów, zastaliśmy krzyż, tabliczkę z oznaczeniem szlaku oraz sporo ławeczek umożliwiających krótki odpoczynek. 




Zejście na dół zajęło nam 40 minut z Marysią w chuście. Łącznie przeszliśmy 4,5 kilometra. Szlak nie nadaje się, by wędrować nim z wózkiem. Pamiątkową pieczęć można przybić w kasie biletowej Świętokrzyskiego Parku Narodowego. GOT PTTK: 8 pkt.


2. TARNICA

„Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” - to było naszym marzeniem od dawna. Żadne z nas nigdy wcześniej tu nie było. Szczerze mówiąc, mieszkając w Poznaniu, nigdy nie było nam po drodze, a tym bardziej z małym dzieckiem. Dlatego właśnie Korona Gór Polski jest dla nas wspaniałą przygodą, motywacją i szansą zobaczenia miejsc, których pewnie w najbliższych latach byśmy nie odwiedzili. I tak właśnie zarezerwowaliśmy mały domek w Lutowiskach, wśród dzikiej zwierzyny, by ruszyć na bieszczadzkie trasy. O Bieszczadzkim Parku Narodowym i innych szlakach, którymi wędrowaliśmy pisaliśmy TUTAJ, a dziś zajmiemy się najwyższym szczytem tego pasma, a w zasadzie polskiej jego części. 



Wybierając szlak na Tarnicę, zależało nam, by był on dość długi i widokowy. Chcieliśmy napawać się tymi legendarnymi pejzażami najmocniej jak się da. Dogadaliśmy się z właścicielką wynajmowanego przez nas domku i w ten sposób zostawiliśmy auto w Ustrzykach Górnych, gdzie planowaliśmy zakończyć wycieczkę, a wujek tej przemiłej Pani zawiózł nas stamtąd do miejscowości Muczne. Tam zakupiliśmy bilety do Bieszczadzkiego Parku Narodowego (normalny – 8 złotych, ulgowy – 4 złote) i ruszyliśmy żółtym szlakiem w stronę Bukowego Berda. Wielu uważa, że to właśnie z tego podłużnego pasma rozpościerają się najpiękniejsze widoki. Nie ukrywamy, to właśnie dlatego „uparliśmy się”, że ruszymy tym szlakiem i nie żałowaliśmy. Widać stąd praktycznie całą okolicę - Halicz, Połoniny Caryńską i Wetlińską, Krzemień, Bieszczady Wschodnie i wiele więcej! Mówiąc wprost – dech zapiera!





Teraz zostały nam strome schody do pokonania, których akurat w Bieszczadach nie brakuje. Dochodzimy na Przełęcz Goprowską, skąd odchodzi szlak na Halicz. Tarnicę mamy już jak na dłoni. Docieramy do kolejnej przełęczy, która jest de facto skrzyżowaniem szlaków. Po nieco ponad 3 godzinach marszu wreszcie osiągnęliśmy upragniony cel. Tarnica mierzy 1346 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem jedynie po polskiej stronie Bieszczadów. W całym paśmie najwyższy jest Pikuj, który znajduje się za ukraińską granicą. Na szczycie znajduje się stalowy krzyż postawiony tu w 2000 roku. Co ciekawe to już trzeci krzyż w tym miejscu. Stąd również rozpościerają się przepiękne widoki. Ukraińska część Bieszczadów, Gorgany, a przy doskonałych warunkach nawet Tatry przed naszymi oczami. Siedząc na ławeczkach, aż chciałoby się nimi napawać bez końca. 





Dziś z pełnym przekonaniem możemy przyznać, że mieli rację wszyscy, którzy opowiadali o niesamowitych bieszczadzkich widokach. Nie tylko Bukowe Berdo i Tarnica dostarczyły nam wspaniałych wrażeń. Zejście do Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch także okazało się wyjątkowo widokowe. A jeśli dodać do tego niezwykłe zjawisko na niebie, jakim jest efekt halo, to już w ogóle piękno natury w czystej postaci. 





Sama wędrówka, nie licząc dłuższej przerwy na Tarnicy, zajęła nam 5,5 godziny. Przebyliśmy w tym czasie 16 kilometrów i ponad 900 metrów przewyższenia. Pamiątkową pieczęć przybić można w kasach Bieszczadzkiego Parku Narodowego oraz w schronisku „Kremenaros” w Ustrzykach Górnych. GOT PTTK: 25 pkt.


3. BABIA GÓRA

Mając przed oczami Babią Górę wiedzieliśmy jedynie, że jedziemy do Zawoi – największej co do powierzchni i najdłuższej w Polsce wsi, gdzie numery domów przekraczają 2500. Zależało nam, by przy dobrych warunkach pogodowych wejść na Diablak najtrudniejszym szlakiem – Percią Akademików. Poza tym mieliśmy wiele opcji i do samego końca nie wiedzieliśmy, którędy dokładnie pójdziemy. Po dokładnym sprawdzeniu prognoz pogody oraz konsultacji z miejscowymi, doszliśmy do wniosku, że zrobimy pętelkę z Przełęczy Krowiarki i zejdziemy najbardziej widokowym szlakiem w masywie Babiej Góry. Nieco podekscytowani z samego rana złapaliśmy busa, który dowiózł nas na miejsce startu. 


Teren ten należy do Babiogórskiego Parku Narodowego, który w 1977 roku został wpisany na listę światowych rezerwatów biosfery w ramach UNESCO. Po zakupie biletów (normalny - 7 złotych, ulgowy - 3,50) ruszyliśmy za niebieskimi oznaczeniami w stronę schroniska Markowe Szczawiny. Szlak jest bardzo łagodny i przyjemny, dlatego nadrobiliśmy nieco czasu, by spokojnie wypić kawę i zjeść pyszny serniczek. Ostatnie spojrzenie na mapę, rękawiczki na ręce i w drogę. 



Perć Akademików to jedyny w Beskidach szlak o charakterze tatrzańskim, a że Diablak to nasz przedostatni szczyt w Koronie Gór Polski, był także idealnym przygotowaniem do wyprawy w Tatry. Zdawaliśmy sobie sprawę, że przed nami klamry i łańcuchy, co bardzo nas ekscytowało. Warto zaznaczyć, iż Perć Akademików jest szlakiem jednokierunkowym, co uważamy za bardzo rozsądne rozwiązanie, gdyż mijanka w tym miejscu nie byłaby bezpieczna. Zimą jest zamykany ze względu na zagrożenie lawinowe. Musimy przyznać, że to szlak, który bardzo uatrakcyjnia i urozmaica górskie wędrówki, choć wymaga kondycji i podstaw technicznych, bo poprowadzony jest najbardziej stromym zboczem Babiej Góry. Zaraz po przejściu najtrudniejszego fragmentu - Czarnego Dzioba, czyli 8 metrowej, pionowej wręcz ściany, za nami pojawiły się tajemniczo wyglądające chmury, które dosłownie w kilka minut pokryły cały szczyt. 






Babia Góra (Diablak) nazywana jest „Matką Niepogód”, „Kapryśnicą” czy „Kapryśną Królową”. Niewątpliwie Królowa Beskidów pokazała nam swoje prawdziwe oblicze. To najwyższy pozatatrzański szczyt w Polsce, który ma 1725 m n. p. m i znajduje się w Beskidzie Żywieckim. Jego grzbietem przebiega polsko-słowacka granica. Choć na Diablak wchodziliśmy w pierwszej połowie lipca, to na szczycie temperatura wynosiła całe 6 stopni Celsjusza, nie było widać prawie nic i wiało niemiłosiernie. Niegdyś zmęczeni turyści usypali tu swego rodzaju wiatrochron, kamienny mur o długości ponad 10 metrów, więc można było się schować i posilić, jednocześnie napawając się satysfakcją ze zdobycia szczytu. Znajduje się tutaj także postawiony przez Węgrów obelisk, upamiętniający zdobycie góry przez arcyksięcia Józefa Habsburga, pamiątkowa płyta skalna na cześć Józefa Piłsudskiego, tablica poświęcona Janowi Pawłowi II ufundowana przez Słowaków na pamiątkę jego pielgrzymki do ich kraju, ołtarz polowy i statuetka Matki Bożej Królowej Babiej Góry. Warto zaznaczyć, że wiele osób udaje się na Babią Górę na legendarny wręcz wschód słońca. Bardzo często z dołu widać „łańcuch świetlików”, czyli turystów z latarkami podążających jeszcze w nocy na szczyt. 



W naszych głowach tlił się jeszcze pomysł przejścia przez Przełęcz Brona na Małą Babią Górę, jednak ostrzegano nas o możliwości zbłądzenia w przypadku mgły i silnego wiatru. Pokornie więc ruszyliśmy w drogę powrotną zauważając najpierw piętro alpejskie przechodzące w kosodrzewinę, a później już w las. Schodziliśmy czerwonym szlakiem przez Gówniak (kiedyś wypasane tu były woły, skąd nazwa możecie się domyślić ;)) i Sokolicę, gdzie znajduje się mały punkt widokowy. 




Droga na szczyt zajęła nam 3,5 godziny z przerwą w schronisku, schodziliśmy niecałe 2 godziny. Przeszliśmy łącznie 15 km i niemal 900 metrów przewyższenia. Pamiątkową pieczęć można przybić w kasie Babiogórskiego Parku Narodowego oraz Schronisku PTTK Markowe Szczawiny. GOT PTTK: 22 pkt.


Jeśli śledzicie nasze media społecznościowe, to z pewnością wiecie, że 3 tygodnie temu zakończyliśmy zdobywanie Korony Gór Polski. Dlatego już teraz zapraszamy Was do naszej relacji z wejścia na najwyższy szczyt Polski - Rysy. Chcemy, aby ta wyprawa miała odrębny rozdział w naszym pamiętniku. Zatem w kolejnym poście wisienka na torcie!

Do zobaczenia!

Komentarze

  1. Bo w życiu ważna jesr pasja i cele, które w jej ramach się realizuje. Bez tego życie byłoby bezbarwne!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

KORFU - POŁUDNIE WYSPY

PROSTE PORADY JAK SPAKOWAĆ SIĘ W BAGAŻ PODRĘCZNY

KORONA GÓR POLSKI

Z DUBLINA NA KLIFY - PÓŁWYSEP HOWTH

KORONA GÓR POLSKI: RYSY

KORONA GÓR POLSKI: MOGIELICA, WYSOKA, RADZIEJOWA, LACKOWA

ŚLADAMI HARREGO POTTERA PO EDYNBURGU

KULINARNY DUBLIN

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: PARK KRAJOBRAZOWY PUSZCZA ZIELONKA

TOP 5 MIEJSC, KTÓRE TRZEBA ZOBACZYĆ NA KORFU