CHORWACJA WICEMISTRZEM ŚWIATA

Choć od zakończenia Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej minął już prawie miesiąc, to dzisiaj chcielibyśmy wrócić do niego i opowiedzieć Wam o naszym wyjeździe na mecz finałowy do Chorwacji. Wiemy, że to był szalony i zwariowany pomysł z dwiema całkowicie zarwanymi nocami, ale było warto! Gdyby ktoś nas zapytał czy zrobilibyśmy to jeszcze raz, odpowiemy zgodnie: "Oczywiście, że tak!" 



1. SKĄD POMYSŁ? 

Pomysł na ten szalony wypad zrodził się zupełnie przypadkowo. Co prawda jesteśmy oboje fanami chorwackiej drużyny narodowej i śledzimy ich występy, to jednak o oglądaniu "na żywo" nie myśleliśmy nigdy. Zauroczeni ich grą już w pierwszym meczu Mundialu rzuciłem pytanie: "A może jeśli wejdą do finału pojedziemy zobaczyć go w Chorwacji?" Stwierdziliśmy wspólnie, że to całkiem ciekawy pomysł, choć szanse na jego realizacje są pewnie niewielkie. Chorwacja bowiem nie była uznawana za faworyta tej imprezy. Z każdym kolejnym meczem przybliżaliśmy się jednak do wyjazdu. Chorwaci wygrywali kolejno z Nigerią, Argentyną i Islandią (mecze grupowe), w 1/8 finału z Danią, w ćwierćfinale z Rosją, a następnie w półfinale z Anglią, a nam tętno przy każdym spotkaniu przyspieszało niesamowicie. Ani na moment przecież nie zapomnieliśmy o naszym postanowieniu! Po zakończeniu dogrywki w meczu z Anglikami spojrzeliśmy tylko na siebie i stwierdziliśmy głośno: "JEDZIEMY!" 



2. DLACZEGO VARAŽDIN?

Przy wyborze miejsca kierowaliśmy się dwoma kryteriami. Po pierwsze chcieliśmy, by nie było to miejsce zbyt turystyczne. Nie chodziło nam o to, by oglądać mecz z ludźmi z wielu zakątków świata, a jedynie z Chorwatami. Czyli musiało to być miasto typowo lokalne. Po drugie zależało nam też na odległości. Wiedząc, że jedziemy tylko na weekend nie mogliśmy sobie pozwolić na przejazd prawie półtora tysiąca kilometrów w jedną stronę. Dlatego zdecydowaliśmy się Varaždin, czyli miasto leżące mniej więcej 990 kilometrów od Poznania. Niewielkie i bez turystów, czyli takie na jakim na zależało! 



Wyjeżdżając z domu w piątek późnym popołudniem do Varaždinu dojechaliśmy w sobotę rano. Podzieliśmy sobie więc wyjazd na sobotnie zwiedzanie miasta i niedzielny mecz. Ciekawostką jest fakt iż Varaždin był w przeszłości stolicą Chorwacji! Konkretnie miało to miejsce w latach 1756 - 1776. Jednym z symboli miasta i niewątpliwie największą atrakcją jest Stari Grad, czyli wybudowany do obrony przed Turkami w XVI wieku zamek. Ta biała budowla obecnie mieści się na trawiastym wzniesieniu, ale w przeszłości znajdowała się tutaj fosa. Zamek kilkukrotnie rekonstruowano, by w końcu jego wnętrza zapełnić zbiorami Muzeum Miejskiego. 


Spacerując po mieście nie warto mieć ze sobą mapy, bo i tak się nie pogubicie. Wszystkie drogi prowadzą bowiem albo na główny plac miasta (Trg kralja Tomislava) z Ratuszem z XVI wieku, albo na zapełniony kawiarenkami niewielki Trg Miljenka Stančića. Warto zajrzeć również do kościoła św. Jana Chrzciciela, przed którym znajduje się pomnik biskupa Grzegorza z Ninu oraz do Katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z 1646 roku.



3. JAK WYGLĄDAŁ FINAŁ? 

Na koniec najlepsze, czyli mecz finałowy! Na to wydarzenie czekaliśmy od dawna, ale w niedzielę po prostu nie mogliśmy się już doczekać. Co prawda symbole narodowe i flagi widać już było wcześniej, ale w dniu finału było to istne apogeum. Chorwackie emblematy były dosłownie wszędzie: na miejskich balkonach, na samochodach, lusterkach samochodowych, a także po prostu na ludziach. Wszyscy byli pomalowani w narodowe barwy.



Mecz postanowiliśmy oglądać na miejskim rynku, gdzie przed Ratuszem ustawiono spory telebim. Już na kilka godzin przed rozpoczęciem finału zaczęli schodzić się tutaj ludzie. Z wieloma mieszkańcami robiliśmy sobie zdjęcia i rozmawialiśmy. Większość pytała czy spędzamy w Chorwacji wakacje. Gdy tylko słyszeli, że przyjechaliśmy specjalnie z Polski na mecz, to łapali się za głowy i z radosnymi uśmiechami podziwiali i gratulowali pomysłu. Przez cały mecz wszyscy fantastycznie dopingowali i śpiewali, a najpiękniejszym momentem było strzelenie bramki na 1:1. Wówczas Varaždin oszalał! To chyba jedno z największych naszych przeżyć. Choć ostatecznie Chorwacja zajęła drugie miejsce, przegrywając w finale z Francją, to nikt ani myślał się załamywać. Dla nich to bowiem największy sukces w całej historii piłki nożnej, a my byliśmy tego świadkami! 




Już po powrocie zadaliśmy sobie pytanie: czy my to naprawdę zrobiliśmy? W poniedziałek rano ogromnie zmęczeni wjechaliśmy do domu. Szalony, zwariowany i niezwykle emocjonalny wyjazd dobiegł końca. W naszych głowach zostanie on jednak na bardzo długo!

Komentarze

  1. Jestem pod wrażeniem Waszego pomysłu jak i miejscowości! 🤗 Gratuluję spontaniczności i odwagi 👌👌

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo :) wyjazd był naprawdę szalony, ale ani odrobinę nie żałujemy :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: TUREK

POZNAŃ ZA PÓŁ CENY

TOP 6 WODOSPADÓW ISLANDII

KAPONIERA KOLEJOWA - ZWIEDZANIE

5 POWODÓW, DLA KTÓRYCH ZAŁOŻYLIŚMY BLOGA

TOP 25 PODRÓŻNICZYCH MARZEŃ, KTÓRE CHCEMY SPEŁNIĆ W ŻYCIU

WIELKOPOLSKIE WĘDRÓWKI: LAZUROWE JEZIORO

ISLANDIA - INFORMACJE PRAKTYCZNE

PROSTE PORADY JAK SPAKOWAĆ SIĘ W BAGAŻ PODRĘCZNY

TOP 5 MIEJSC DO ODWIEDZENIA W SALZKAMMERGUT